sobota, 24 czerwca 2017

Co dalej ?? To koniec ?

Witam po kilkunastu miesiącach nie obecności.Co dalej z blogiem.Szczerze ? Myślę nad usunięciem bloga jak i opowiadania.Nie potrafię się zmusić do napisania nowego rozdziału.Piszę i piszę ten nowy rozdział , a on wcale się nie pojawia i szczerze ? To raczej się nie pojawi.Nie mam na to ochoty ani chęci.Pisanie to nie jest dla mnie tak jak kiedyś myślałam.Zaczynając swoją przygodę z pisaniem miałam 15 - 16 lat dziś mam 20 na karku i własnie skoczyłam szkołę i zaczynam to dorosłe życie.Cały czas myślałam,że coś tu nowego się pojawi ciągle dawałam sobie czas na to do końca miesiąca , aż w końcu zrozumiałam,że nie napiszę.Przepraszam,że zawiodłam wszystkich,który czekali na kontynuowanie tej historii,ale to nie ma sensu przynajmniej nie w takiej wersji jaka jest teraz.Co ja gadam nie napiszę nic więcej nie nadaje się do tego.
Co teraz ? Blog w najbliższym czasie zniknie z blogspota jak i wattsapa.Jest mi szkoda tego wszystkiego tak po prostu usunąć.Tyle wspomnień z tym związane.Zwlekałam z tym dość długo.Zadko co tu zaglądałam nawet przestałam już czytać blogi innych.Nie jara mnie już to najwidoczniej dorosłam w tej kwestii.Ta decyzja nie została podnieta z dnia na dzień myślałam nad tym od bardzo dawna,aż w końcu podjęłam decyzję.
Ten post nie jest dla mnie łatwy do napisania.Pisze go ze łzami w oczach.Pożegnania nigdy nie są łatwe nawet takie.Dziękuje wam moi drodzy czytelnicy choć niewielu was tu zostało a jeśli nadal są tu jacyś chcę wam podziękować za cierpliwość , motywację , ciepłe komentarza jak i te negatywne.Jesteście najlepsi Kocham Was zostaniecie w mojej pamięci.Może kiedyś przyjdzie taki dzień ,że wrócę do pisania , ale wtedy będę dużo mądrzejsza z większą kreatywnością i pomysłowością.A tym czasem żegnam się z wami już , do usłyszenia moi kochani.








sobota, 9 lipca 2016

Midnight Memories ~ Rozdział 03 Otwarta Księga Cz. 2

W drodze do budynku nr 4 musiałam wysłuchiwać narzekań mojego oddanego kolegi.Wszedłszy do klasy,dostrzegłam z ulgą,że moja ławka jest pusta.Pan Banner kład właśnie na każdej po mikroskopie i pudełku z zestawem szkiełek z gotowymi preprintami.Do dzwonka zostało parę minut i salę wypełniły szmery uczniowskich rozmów.Usiadłam i zaczęłam bazgrać po okładce zeszytu,starając się nie patrzeć na drzwi.Usłyszałam wyraźnie,że ktoś odsuwa stojące obok krzesło,ale skupiłam wzrok na swoim rysunku.
- Hej - Powiedział cichym,melodyjnym głosem.



***


Podniosłam głowę przerażona tym,że do mnie mówi .Znów siedział na przeciwległym krańcu ławki,ale tak wyglądał,jakby dopiero co sączył kręcić reklamę żelu do włosów.Spoglądał na mnie z delikatnym uśmiechem na boskich wargach widać było jednak,że ma się na baczności.
- Nazywam się Zayn Malik - ciągnął - Nie miałem okazji przedstawić się w zeszłym tygodniu. - Ty to musisz być Perrie Edwards.Nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć.Czyżby w zeszły poniedziałek dręczyły mnie omamy ? Teraz zachowywał się zupełnie normalnie i grzecznie.Czekał aż się odezwę.
- Skąd wiesz jak mam na imię ?- Powiedziałam z trudem.Zaśmiał się cicho,był przy tym taki czarujący.
- Ach sądzę,że wszyscy wiedzą,jak masz na imię.Cała szkoła żyła twoim przyjazdem - Skrzywiłam się.Podejrzewałam,że tak było.Zmieszana odwróciłam głowę.Na szczęście w tym samym momencie nauczyciel zaczął lekcje i musiałam skoncentrować się na jego instrukcjach.Preparaty w pudełkach przedstawiały różne fazy mitozy komórek z czubka korzenia cebuli,ale nie były ułożone po kolei.Pracując w parach,mieliśmy ustalić właściwą kolejność i odpowiednio oznaczyć wszystkie szkiełka.Nie mogliśmy korzystać z podręczników.Za dwadzieścia minut nauczyciel miał zrobić rundkę i sprawdzić,komu się udało.
- Do dzieła - Zakomenderował.
- Jak sądzisz,partnerko - Zapytał Zayn - panie przodem ? - Podniosłam wzrok i zobaczyłam,że uśmiecha się zawadiacko.Był tak piękny,że zaniemówiłam z wrażenia i znów wyszłam na idiotkę.
- Albo może ja zacznę,jeśli nie masz nic przeciwko. - Przestał się uśmiechać. Niechybnie zastanawiałam się, czy aby nie jestem opóźniona umysłowo.
- Już się biorę do roboty - Odparłam,rumieniąc się.
Trochę się popisywałam,ale przerabiałam to w poprzedniej szkole i wiedziałam czego szukać.Umieściłam pierwsze szkiełko we właściwym miejscu,nastawiłam czterdziestokrotne powiększenie i zerknęłam w okular.
- To profaza - Oświadczyłam z przekonaniem.
- Pozwolisz,że zajrzę ? - Spytał,gdy przymierzałam się do zmienienia szkiełka.By mnie powstrzymać,położył swoją dłoń na mojej.Jego palce były lodowate,jakby przed lekcją trzymaj je w śnieżnej zaspie.Ale do nie dlatego odskoczyłam,cofając rękę.Kiedy mnie dotknął,przeszła jakaś iskra,poczułam się tak,jakby poraził mnie prądem.
- Przepraszam - bąknął,zostawił mnie w spokoju u sięgnął po mikroskop.Nadal ,nieco rozdygotana,przyglądałam się,jak bada próbkę,Zajęło mu to jeszcze mniej czasu niż mnie.
- Profaza - potwierdził,wpisując to słowa w pierwszą rubrykę naszego arkusza.


***

Jako pierwsi wykonaliśmy bez błędnie zadanie.Zastanawiałam się jaka zmiana zaszła w wyglądzie całej piątce i naglę zdałam sobie sprawę jaka to zmiana.

- Nosisz szkła kontaktowe - Spytałam bez zastanowienia.Odniosłam wrażenie,że niespodziewane pytanie zbiło go z tropu.

- Nie.
- Ach - zmieszałam się - Nic takiego.Wydawało mi się,że miałeś jakiś inne oczy.
Wzruszyły tylko ramionami.Przestałam patrzeć w jego stronę.Coś się nie zgadzało.Mogłabym przysiąc,że w zeszłym tygodniu ,wpatrywał się we mnie z wściekłością,były ciemne.Pamiętałam wyraźnie ich matową czerń kontrastującą z jego bladą skórą i czarnymi włosami.Dzisiaj miał zupełnie inny kolor:dziwny odcień ochry,ciemniejszy od kajmaku,ale w podobny sposób złocisty.Zachodziłam w głowę,jak to możliwe - Chyba że , jakiś powodów,nie chciał się przyznać,że nosi kontakty.Albo to miasto miało na mnie taki wpływ i porostu stopniowo traciłam rozum.Zerknęłam pod ławkę. Zayn znów ścisnął dłoń w pięść.
Pan Banner podszedł do naszej ławki sprawdzić,czemu nie pracujemy.Zauważywszy wypełniony arkusz z odpowiedziami uspokoił się i ocenił,że są prawidłowe.
- Nie pomyślałeś,Zayn,że byłoby grzecznie dać szansę Perrie ? - Spytał.
- Sama zidentyfikowała trzy z pięciu.
Nauczyciel przyjrzał mi się sceptycznie.
-Omawiałaś to już wcześniej ? 
- Nie z komórki cebuli - Uśmiechnęłam się nieśmiało.
- Na blastuli siei ?
- Tak.
Pokiwał głową
- Wcześniej chodziłaś na biologie dla zaawansowanych ? 
- Tak.
- Cóż - Skwitował po chwili namysłu - W takim razie dobrze się złożyło,że siedzicie razem - Odchodząc wymamrotał coś jeszcze.Powróciłam do gryzmolenia po okładce zeszytu.
- Chyba przestało padać - Odniosłam wrażenie,że zmusza się do rozmowy .Paranoja znów dawała mi się we znaki.Zaczęłam się bać,że podsłuchał,jak rozmawiałam z Rose przy lunchu, i teraz będzie próbował przekonać mnie do tej pogody.
- To chyba dobrze - Odpowiedziałam szczerze,zamiast udawać normalną.Wszystko dlatego,że nie mogłam się skupić,wciąż gnębiona idiotycznymi podejrzeniami.
- Nie lubisz deszczu - To nie było pytanie.
- Nie.
-Musisz się tu męczyć.
- Nawet nie wiesz,jak bardzo
Dziwne,ale wydawał się tym zafascynowany.Jego twarz mnie rozpraszała.Postanowiłam ograniczyć kontakt wzrokowy z rozmówcą do absolutnego minimum.
- To dlaczego tu przyjechałaś ?
- To trochę skomplikowane.
- Chyba się nie pogubię.
Zamyśliłam się na chwile ,a potem popełniłam błąd - odwróciłam głowę i nasze oczy się spotkały.Zmieszana odpowiedziałam bez namysłu.
- Mój tata zginą w wypadku musiałam przeprowadzić się do Bradford.
- To akurat nie jest zbyt skomplikowane - Wtrącił,ale zaraz dodał zaskakująco przemiłym tonem terapeuty. - Kiedy dokładnie ?
- W kwietniu - W moim głosie było słycgać smutek - Z matką nigdy nie miałam zbyt dobrego kontaktu szczególnie gdy wyszła po raz drugi za mąż.
- A Ty nie przepadasz za ojczymem ? - zasugerował delikatnie.
- Nie jest w porządku.Nawet go lubię,ale sam fakt,że zostawiła mnie i Ojca a potem znów wyszła za mąż.
- A Tobie jest ciężko - Powiedział 
- No i co z tego ? - Spytałam prowokująco.
- To chyba nie fair - Wzruszył ramionami ,ale w jego oczach żarzyły się iskierki buntu.
Zaśmiałam się gorzko
- Nikt cię jeszcze nie uświadomił ? Takie jest życie.
- Chyba coś obiło mi się o uszy - przyznał chłodno.
- Życie jest nie fair i tyle - podsumowałam,zastanawiając się,po kiego licha się we mnie tak wpatruje.
Patrzył się tak jakby mnie teraz oceniał.
- Robisz dobrą minę do złej gry - oświadczył,starannie dobierając słowa - Ale założę się,że ie dajesz tego po sobie poznać,jak bardzo tak naprawdę cierpisz.
Skrzywiłam się tylko i odwróciłam wzrok ,choć miałam ochotę pokazać mu język niczym pięciolatka.
- Czy się mylę ?
Próbowałam go zignorować.
- Nie sądzę - dodałam pewnym tonem.
- Co ci w ogółe obchodzi ? - warknęłam poirytowana,nie patrząc w jego stronę.Nauczyciel nadal krążył nadal po klasie,sprawdzając wyniki poszczególnych par.
- Dobre pytanie - szepnęłam cicho,jakbym sam zaczął się zastanawiać się,co nim kieruje.Spodziewałam się jakieś odpowiedzi,ale zorientowałam się,że nic z tego.
Westchnęłam i wlepiłam wzrok w tablice.
- Drażnię cię ? - spyta.Wydawał się rozbawiony.
Po raz kolejny zerknęłam na niego nierozważnie,w rezultacie mówiąc prawdę.
- Niezupełnie.Jestem raczej zła na siebie.Tak łatwo się czerwienie.Mama zawsze powtarza,że moja twarz to Otwarta Księga - Nachmurzyłam się
- Wręcz przeciwnie trudno mi cię przejrzeć - Chociaż tyle mu o sobie opowiedziałam i tyle rzeczy się domyślił o dziwo ,zabrzmiało to szczerze.
- Pewnie zwykle nie masz z tym kłopotu.
- Zazwyczaj nie - Uśmiechnął się szeroko , odsłaniając rząd prościutkich,śnieżnobiałych zębów.
Na szczęście pan Banner poprosił klasę o uwagę i z ulgą odwróciłam się w jego stronę.Trudno mi było uważać,że ten piękny,dziwny chłopak,którego stosunek do mnie pozostawał zagadką,dopiero co nakłonił mnie do zwierzeń.Dziwnę - choć wydawał się zaabsorbowany naszą rozmową,widziałam teraz kątem oka,że znów odsunął się ode mnie najdalej ,a obie dłonie zacisną nerwowo na kancie blatu.
Bezskutecznie próbował skupić uwagę na wyświetlonych właśnie przez nauczyciela na ścianie poszczególnych fazach mitozy,których rozróżnienie nie nastręczyło mi trudności nawet przez mikroskop.
Kiedy zadzwonił upragniony dzwonek,Zayn poderwał się i wyszedł przed wszystkimi,tak jak zrobił to tydzień wcześniej,a ja tak jak wtedy,odprowadziłam go do drzwi pełnym zdumieniu spojrzeniem.
Louis znalazł w okamgnieniu u mojego boku i zaczął pakować moje rzeczy.Brakowało mu tylko merdającego ogona.
- Co za koszmarne ćwiczenie - Jęknął - Wszystko wyglądało identycznie.Szczęściara,że miałaś do pomocy Malika.
- Wcale nie potrzebowałam pomocy - palnęłam obruszona i ugryzłam się w język - Już to przerabiałam - dodałam natychmiast aby nie wyjść na samochwałę.
- Malik był dzisiaj milusi,prawda ? - zauważył.Nie był raczej tym spostrzeżeniem zaskoczony.
- Nie mam pojęcia,co go naszło w zeszły poniedziałek - powiedziałam kłamliwie obojętnym tonem.Idąc z moim wiernym towarzyszem do sali gimnastycznej nie potrafiłam skoncertować co mówi a i lekcja Wf-u nie wyrwała mnie z zamyśleń.Dzięki Louis'owi,który grał ze mną w jednej drużynie i pilnował rycersko także kawałem mojego boiska,mogłam fantazjować do woli,przegrywając jedynie na serwy.
Pozostali zawodnicy,nauczeni doświadczeniem ,umykali wówczas przezornie na boki.


***
Gdy szłam na parking z Rose,mżyło tylko delikatnie,ale i tak z ulgą wsiadłam do samochodu.Zdjęłam z głowy kaptur i rozczesałam posklejane włosy palcami,strosząc je aby wyschły mi w drodze do domu.Włożyłam klucz do stacyjki.Rozejrzałam się czy nikt nie jedzie.Nagle zauważyłam Zayn'a stał trzy auta dalej,opierając się o przednie drzwiczki swojego volvo i nie spuszczając ze mnie wzroku.Natychmiast spojrzałam w inną stronę i pośpiesznie wrzuciłam wsteczny - mało brakowało,a staranowałabym rdzewiejącą toyotę corallę.Na szczęście w porę wcisnęłam hamulec.Nadal ignorując chłopak ,wzięłam głęboki oddech i ponowiłam manewr.Tym razem poszło o wiele lepiej.Opuściłam parking ze wzrokiem wbitym w jezdnię,ale mogłabym przysiąc,że kiedy mijałam volvo,Zayn się śmiał.
- Co jest między wami ? - Gdyby Rose się nie odezwała zapominałabym o jej obecności.
- Nic - Odpowiedziałam bez większego zastanowienia.Resztę drogi przejechaliśmy w ciszy.


środa, 15 czerwca 2016

Midnight Memories ~ Rozdział 03 Otwarta Księga Cz. 1

Następny dzień był lepszy i gorszy zarazem lepszy, ponieważ rano jeszcze nie padało. Spowite było nieprzypuszczającym światła chmurami.Wiedziałam czego mogę się spodziewać.W szkole Louis siadł za mną na angielskim i odprowadził na następną lekcje,czemu . all przyglądał się nieustnie.Nie powiem schlebiało mi to.Pozostali uczniowie rzadziej się na mnie gapili a lecz zjadłam w towarzystwie Louis'a,Elenor,Rose i paru innych osób,których już rozpoznawałam.Pamiętam nawet imiona.Nieśmiało budziła się we mnie nadzieja,że oto stąpam po wodzie ,zamiast w niej tonąć.Gorszy ponieważ pan Verner wywołał mnie do odpowiedzi na trygonometrii chociaż wcale się nie zgłaszałam ,a nie znałam prawidłowej odpowiedzi.Na Wf graliśmy w znienawidzonego przez mnie siatkówki,gdy
jeden jedyny raz nie uciekłam wróciliśmy,trafiłam nią koleżankę z drużyny.A najokropniejsze było to,że Zayn Malik nie przyszedł do szkoły.Cały ranek bałam się,że będzie obrzucał mnie wrogim spojrzeniem w stalówce,a jednocześnie miałam ochotę spytać go wprost,co jest granę.Przed zaśnięciem planowałam nawet,co mu powiem ,choć znałam siebie zbyt dobrze,by uwierzyć,że zdobędę się na odwagę.Jednak kiedy weszłam z Ros do stalówki i nie mogłam się powstrzymać,zerknęłam w stronę stolika przybranego rodzeństwa,zobaczyłam,że siedzą przy nim wszyscy oprócz Zayna.Pojawił się Louis i wskazał nam drogę do swojego stolika. Ros jak to Ros była zachwycona.Jego paczka szybko do nas dołączyła.Siedziałam jak na szpilkach czekając na przybycie Zayna jednak on się nie pojawił.Wchodząc do sali biologicznej czułam się nieco lepiej choć wciąż Myślałam o Zaynie.Louis jako mój ochroniarz był cały czas obok mnie.Jednak i tu Zayna nie było.Odetchnęłam z ulgą.Ruszyłam w stronę swojego stałego miejsca.Louis usiadł koło jakieś dziewczyny z aparatem na zębach i okularach.Kiedy lekcja dobiegła końca i przybył rumieniec na twarzy jaki zakwit na mojej twarzy po wypadku na meczu.Szybko ruszyłam na szkolny parking,gdzie już czekała na mnie Ros.Mamy zamiar pojechaliśmy prosto do najbliższego supermarketu,aby zrobić zakupy,ponieważ Debby wróci dziś późno z pracy.Kupiliśmy wszystkie potrzebne produkty.Kiedy wróciliśmy do domu rozpakowaliśmy wszystkie zakupy i wzięliśmy się za robienie obiadu.Po godzinie zjedliśmy się pysznym Kurczakiem w sosie kremowym z makaronem.Moim popisowym dniem.Posprzątaliśmy po posiłku a potem udaliśmy się do swoich pokój.Odpaliłam laptopa i weszłam na Facebooka.Dostałam kilkanaście zaproszeń do grona znajomych przejrzałam całą listę okazało się,że to ludzie ze szkoły,których nie więcej kojarzyłam.Postanowiłam,że wszystkie zaproszenia zaakceptuje.Moją uwagę przykuło dwa zaproszenia od Jade i Danielle.Zdziwiło mnie to ponieważ nie zamówiłam z nimi ani jednego słowa.Przyjęłam zaproszenia,ale z lekkim wahaniem.Potem zauważyłam kilka nieodebranych wiadomości.
***

Reszta tygodnia przebiegła bez zakłóceń przyzwyczaiłam się do planu zajęci.Do piątku rozpoznawałam już wszystkich uczniów.Znałam już większości imion osób z którymi miałam zajęcia.Dziewczyny z mojej drużyny siatkówki wiedziały,że nie należy podawać mi piłki i trzeba stawać przed mną gdy przeciwnik celuje w moją stronę.Byłam zadowolona z takiego obronnej taktyki. Zayn nie przyszedł do szkoły ani razu.
Każdego dnia cała w nerwach czekałam aż Malik pojawi się w stołówce.Dopiero,w tedy mogłam się odprężyć i włączyć do rozmów.Dotyczyły głównie wycieczki nad jezioro,które ma odbyć się za dwa tygodnie a organizował ją Louis.Przyjęłam jego zaproszenie wyłącznie z grzeczności.W piątek weszłam do sali od biologi,zupełnie już nie myśląc o tym,czy zostanę w środku Zayna.Najwyraźniej postanowił rzucić szkołę.Chcąc nie chcąc martwiłam się jednak trochę,że to prze zemnie opuszcza lekcje chcąc przypuszczenia te wydawały się absurdalne.Przez cały Weekend padało,ale niezbyt mocno.
W poniedziałek na parkingu coraz ktoś mnie pozdrawiał.Nie pamiętałam jeszcze imion niektórych z nich,ale uśmiechałam się do każdego i odmachiwałam.Było zimno,ale na szczęście nie lało.Na angielskim jak zwykle siedziałam z Louisem.Mieliśmy niezapowiedziany test z Romeo i Juli,ale był prosty,bez żadnych podchwytliwych pytań.Nigdy bym nie pomyślała,że po tygodniu spędzonym w szkole będę tak zadowolona.Przekraczało to moje oczekiwania.Wychodząc na zewnątrz znów lało.
- Zobaczymy się na lanchu - Rzucił odchodząc.Wole siedzieć w środku,kiedy pada deszcz.Louis kiwną tylko głową.Do stołówki wybrałam się w towarzystwie Ros.Louis dołączył do nas w drzwiach,uśmiechając się od ucha do ucha.We włosach błyszczały kropelki deszczu.Niszcząc mu jego mierną fryzurę.Gdy staliśmy na końcu kolejki,dyskutując o czymś z Ros.Z przyzwyczajenia zerknęłam na stolik rodzeństwa i zamarłam siedziała przy nim cała piątka.Ros pociągnęła mnie za rękę.
- Ej Pezz co bierzesz ? - Zapytała dziewczyna.Odwróciłam wzrok.Nie przejmuj się.Uspokoiłam się w myślach.Nie zrobiłam nic złego.
- Co z nią - Louis zauważył.
- Nic,nic- Odpowiedziałam - Wezmę tylko napój - I przesunęłam się z kolejki o dwa kroki do przodu.
- Nie jesteś głodna ? - Spytała Ros.
- Zrobiło mi się jakoś niedobrze - Ze wzrokiem nadal wbitym w podłogę.Sączyłam powoli napój,a głód skręcał mi kiszki.Niepotrzebnie zatroskany Louis próbował dowiedzieć się jak się czuję.Powiedziałam mu,że to nic takiego,zastanawiając się jednocześnie czy można nie wykorzystać niedyspozycji i nie przeczekać biologi u pielęgniarki.Co za idiotyczny pomysł.Dlaczego miałabym uciekać ? Postanowiłam zerknąć jeden jedyny raz w stron stolika rodzeństwa.Jeżeli ten agresywny dziad się na mnie gapi,mam prawo stchórzyć i opuścić następną lekcje.Zerknęłam pod osłoną rzęs nie odwracając głowy.Żadne z piątki przybranego rodzeństwa w moją stronę nie patrzyli.Odważyłam się im przyjrzeć z nieco większą śmiałością.Właśnie się śmieli.Chłopcy mieli włosy zupełnie mokre od deszczu.Harry specjalnie potrząsną głową,aby dokuczyć dziewczyną.Ze względu na ich urodę wszystko wyglądało jak z filmu.To rozbawieniem było niewątpliwie czymś nowym w ich zachowaniu,ale zmieniło się coś jeszcze ,nie potrafiłam tylko określić dokładnie co.Przyjrzałam się badawczo Zaynowi.Nie był już taki blady a cienie pod jego oczami nie raziły już tak intensywną barwą.Ale to nie wszystko...Wciąż nie wiedziałam,o co chodzi,patrzyłam więc dalej,starając się coś wyłapać.
- Co jest Pezz ? - Ros zerknęła w tę samą stronę,co ja.W tym samym momencie Zayn się odwrócił i nasze spojrzenia się spotkały.Spuściłam wzrok,pozwalając,by twarz zakryły moje włosy.Byłam jednak pewna,że nie dostrzegłam w jego oczach nic z dawnej wrogości czy obrzydzenia.Znów wyglądał jedynie na nieco zaciekawionego i jakby odrobinę zniecierpliwionego.
- Zayn Malik się na ciebie gapi - Szepnęła mi do ucha Ros,chichocząc.

- I nie jest wściekły,prawda ? - Nie mogłam się powstrzymać.
- Skąd - Zdziwiła się.-A ma jakiś powody ?
- Chyba za mną nie przepada - Zwierzyłam się.Nadal nie czułam się za dobrze.Przytuliłam policzek do ramienia.
- Oni nikogo nie lubią zresztą trudno,żeby lubili,skoro na nikogo nie zwracają uwagi.Ale on nadal się na ciebie gapi.
- A ty na niego.Przestań - Syknęłam
Żachnęła się,ale posłuchała.Podniosła, głowę,żeby sprawdzić,czy naprawdę tak się stało,gotowa posunąć się do przemocy,jeśli obstawiałabym przy swoim.
Przez resztę lunchu nie rozglądałam się na boki.Stwierdziłam,że skoro Zayn nie wygląda na zagniewanego,muszę spełnić daną obietnicę i iść na biologie.Na myśl,że znów mam koło niego siedzieć,przechodził mnie zimne dreszcze.W drodze do budynku nr 4 musiałam wysłuchiwać narzekań mojego oddanego kolegi.Wszedłszy do klasy,dostrzegłam z ulgą,że moja ławka jest pusta.Pan Banner kład właśnie na każdej po mikroskopie i pudełku z zestawem szkiełek z gotowymi preprintami.Do dzwonka zostało parę minut i salę wypełniły szmery uczniowskich rozmów.Usiadłam i zaczęłam bazgrać po okładce zeszytu,starając się nie patrzeć na drzwi.Usłyszałam wyraźnie,że ktoś odsuwa stojące obok krzesło,ale skupiłam wzrok na swoim rysunku.
- Hej - Powiedział cichym,melodyjnym głosem.

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Midnight Memories ~ Rozdział 02: Nowa szkoła

Wrzesień 2014, Bradford,UK

*Perrie*


Po wakacjach czas do szkoły. Mnie również to nie ominie. Po zjedzonym śniadaniu wraz z Rose wsiadłyśmy do jej samochodu i ruszyłyśmy do szkoły. W tym roku ja i Rose mamy inne plany lekcji.* Przed zajęciami muszę zgłosić się do dyrektora szkoły. Zaparkowałyśmy na parkingu szkolnym. Obydwie ruszyłyśmy w stronę czerwonego dużego budynku z napisem High School. Po wcześniejszym wyjaśnieniu dziewczyny ruszyłam do gabinetu dyrektora placówki. Dotarłam do drzwi z napisem Sekretariat. Zapukałam do drzwi. Po kilku sekundach usłyszałam proszę. Uchyliłam drzwi. Na środku pomieszczenia stało biurko. Za nim siedziała starsza pani w okularach, której wzrok był skierowany na mnie.
- Dzień dobry. - powiedziałam.
- Dzień dobry. W czym mogę pomóc? - zapytała kobieta.
- Ja do pana Smith'a. Kazano mi się tu zgłosić. Nazywam się Perrie Edwards. - powiedziałam.
- Dobrze wiec zapraszam. - wskazała na drewniane drzwi. Weszłam wcześniej pukając.
- Dzień dobry. Jestem Perrie Edwards - powiedziałam.
- Dzień dobry. Proszę wejść panno Edwards i usiąść. - powiedział uprzejmym tonem.
- Wezwałem cię tu, aby z tobą porozmawiać i wyjaśnić kilka spraw. - powiedział. - Więc od razu przejdę do rzeczy. - Powiedział na co ja pokiwałam głową, aby kontynuował. - Nasza szkoła różni się od innych szkół w Anglii. Jak zapewne zauważyłaś każdy ma indywidualny plan lekcji. Każdy uczeń musi uczęszczać na dodatkowe zajęcia. Oceny z tych zajęć będą na świadectwie ukończenia szkoły. Niestety do wyboru masz zajęcia artystyczne czyli śpiew i taniec lub zajęcia dla uczniów źle radzących sobie z nauką. Wybór należy do ciebie. Jednak to za chwile. - powiedział. - W naszej szkole panują pewne zasady do której każdy uczeń się stosuje.


***

W ręku z obiegówką, którą ma podpisać każdy nauczyciel z którymi mam lekcje, wyszłam z gabinetu dyrektora. Po lekcjach mam oddać ją sekretarce. Właśnie zmierzałam do sali nr 6 gdzie jako pierwszą mam biologie. Kiedy weszłam do klasy uczniowie siedzieli już w swoich ławkach a nauczyciel układał książki na biurku. Podeszłam do biurka profesora witając się i podając mu kartkę.
- Proszę usiąść obok Zayna. - wskazał na wolne miejsce obok chłopaka, który siedział w pierwszej ławce obok okna. Nauczyciel oddał mi moją kartkę i podał podręcznik. Usiadłam obok chłopaka lekko się uśmiechając.
- Cześć. - przywitałam się jednak nie dostałam odpowiedzi. Pan Foks nie fatygował się aby mi przedstawić klasie za co bardzo byłam mu wdzięczna. Położyłam swój podręcznik na blacie stolika. Zauważyłam, że mój sąsiad w ławce zmienił pozycję. Odsunął się jak najdalej mógł niemal spadając z krzesła. Odwrócił twarz jakby widział nie wiadomo kogo. Postanowiłam powąchać swoje włosy sprawdzając czy nie śmierdzą. Poczułam tylko swój ulubiony szampon o zapachu kwiatów. Trudno było uwierzyć, że kogoś to odrzuca. Odgarnęłam je na prawe ramię tak, aby w jakiś sposób nas oddzieliły. Starałam się skupić na tym co mówi nauczyciel.

Tak jak przypuszczałam lekcja była o budowie komórki, którą już znałam. Mimo to robiłam staranne notatki od czasu do czasu zerkając na Zayna. Całą lekcje siedział w tym samym miejscu. Zauważyłam, że lewą dłoń trzymał na ławce zaciśniętą w pięść tak mocno, że widać było pobielałe kostki. Miał na sobie biało-czerwoną bluzę a pod nią biały t-shirt i opięte granatowe dżinsy. Jego ręce okazały się z bliska zaskakująco mocne i muskularne. Lekcja zdawała mi się dłużyć 
niemiłosiernie, ponieważ byłam zmęczona. Chłopak wreszcie się rozluźnił. Jak długo można je tak ściskać, do tego siedzieć nieruchomo i chyba wcale nie reagować? O co chodzi? Ciekawe czy zawsze tak się zachowuje. Po raz kolejny spojrzałam na niego i zaraz tego pożałowałam, gdyż on w tym samym momencie spojrzał na mnie. Swoim ogromnymi oczami, które wydawały się olbrzymie. Cała się skurczyłam a do głowy przyszło mi wrażenie "Gdyby wzrok mógłby zabijać ". W tym samym momencie zabrzmiał dzwonek. Aż podskoczyłam na krześle. Zayn Maik zerwał się z miejsca kocim ruchem cały czas odwrócony do mnie plecami i wybiegł z sali zanim ktoś z sali zdąrzył wstać z krzesła. Siedziałam wpół sparaliżowana wpatrzona w drzwi za którymi zniknął. To nie było fair i grzeczne z jego strony. Zaczęłam pakować swoje rzeczy do torby. Starałam się pohamować narastający we mnie gniew, bałam się ,że z oczu pociekną mi łzy.
- Jesteś Perrie Edwards Prawda? - zapytał męski głos. Podniosłam wzrok. Przede mną stał chłopak z kasztanowymi włosami, które były poprzylepiane żelem. Ten tu na pewno nie uważa, że śmierdzę. Chłopak uśmiechał się do mnie.
- Zgadza się, ale możesz mówić Pezz. - odpowiedziałam odwzajemniając uśmiech.- Louis Tomilson.
- Cześć Louis.
- Może pomóc ci znaleźć następną sale ? 

- Idę do sali gimnastycznej, wiec nie powinnam mieć problemu z jej znalezieniem. - odpowiedziałam grzecznie.

- O ja też mam wf- powiedział podekscytowany. Wydawało się to być zbiegiem okoliczności. Chociaż w tak miłej szkole to nic takiego. Poszliśmy razem. Gadał jak najęty za co właściwie byłam mu wdzięczna. Chłopak opowiedział o tym, że do dziesiątego roku życia mieszkał w Hiszpanii. Więc wiedział jak mi brakuje słońca. W Bradford nie jest tak słoneczny jak California. Częściej pada deszcz. Dowiedziałam się, że Louis chodzi ze mną jeszcze na angielski. Był najsympatyczniejszą osobą jaką poznałam do tej pory. Ale gdy wchodziłam do szatni spytał.

- Co to było z Zaynem Malikiem? Dźgnęłaś go ołówkiem? Zachowywał się jak wariat. - wzdrygnęłam się. A więc nie tylko ja to zauważyłam. Jego reakcja odbiega od normy. Postanowiłam udać, że nie wiem o co chodzi.
- To ten, obok którego siedziałam na biologi ? 
- Zgadza się. Wyglądał, jakby gościa coś bolało.
- Hmm.. nawet do niego się nie odezwałam.


- To dziwny gość. - Louis zatrzymał się na chwile, zamiast iść do swojej szatni. - gdybym to ja miał fuksa i siedział koło ciebie na pewno bym cię zagadał. Pożegnałam go uśmiechem. Był miły i bez wątpienia mu się spodobałam, ale na Malika nadal byłam wściekła. Nauczyciel wf - Pan Clapp - uświadomił, że w tej szkole zajęcia są obowiązkowe w każdej klasie liceum. W Los Angeles wystarczyło zaliczyć dwa semestry. Pobyt w Bradford miał być najwyraźniej moją drogą krzyżową. Na wf graliśmy w siatkówkę. Uprzedziłam dziewczyny z drużyny, w której grałam, że nie umiem grać. Jak na złość na wf uczęszczam razem z Jade i Danielle - przyrodnimi siostrami pana Malika. Dzięki tym pięknym dziewczynom dziś wygraliśmy mecz. W końcu doczekałam się końca lekcji.
***

Poczołgałam się do sekretariatu oddać obiegówkę. Nie padało, ale wiatr przybrał na sile. Sekretariat znajdował się w inne cześć budynku, gdzie trzeba wyjść na zewnątrz i wejść innym wejściem. Weszłam do ciepłego i przytulnego pomieszczenia. Przy biurku w sekretariacie stał Zayn Malik. Rozpoznałam go po rozszlochanych czarnych włosach. Na szczęście nie zwrócił na uwagi, że weszła jakaś nowa osoba.Przysunęłam się do ściany czekając na sowią kolej. Chłopak wykłócał się o coś z sekretarką. Miał niski a zarazem powalający głos. Z niesłyszalnej rozmowy wnioskowałam ,że chce zmienić swoi plan zajęć tak, aby chodzić z inną grupą na biologie. Trudno mi było uwierzyć, że to wszystko prze ze mnie. Musiało wydarzyć się coś w sali do biologii zanim do niej weszłam. To dlatego, a nie prze zemnie był taki wkurzony. Ktoś otworzył drzwi i podmuch zimnego wiatru, który wypadł do pomieszczenia przekartkował dokumenty i potargał moje włosy. Nowo przybyły odłożył tylko kartki do jednego z koszyków i zaraz wyszedł, ale Zayn Malik zesztywniał. Obrócił się powoli a nasze oczy się spotkały. Jego twarz nadal była piękna - zważywszy na sytuację, absurdalnie piękna - ale wzrok miał przepełniony naruszoną agresją i wstrętem. Przez chwile bałam się, że się na mnie rzuci. Ciarki przeszły mi po plecach po spojrzeniem chłopaka zmroziło mnie bardziej niż szalejący za oknami wiatr. Wszystko to trwało kilka sekund.
- Trudno. - powiedział do sekretarki. Odwrócił się do niej plecami - Widzę, że rzeczywiście nie da się nic zrobić. Dziękuje za fatygę. - wychodzi nawet nie patrząc w moją stronę. Podeszłam do biurka na nogach jak z waty i podałam sekretarce arkusz.Objęłam się rękoma i ruszyłam do auta, gdzie czekała na mnie Rose. Parking był już pusty.
- Jak tam twój pierwszy dzień w nowej szkole? - zapytała dziewczyna odpalając auto.
- Po za tym, że Zayn Malik chyba uważa, że jestem nie wiadomo kim to całkiem normalnie. - odpowiedziałam gdy dziewczyna ruszyła w stronę wyjazdu z parkingu.
- To znaczy? - zapytała.

- Wiesz nie było wolnych miejsc w klasie poza jednym obok Malika, więc usiadłam z nim. Przywitałam się, ale nic no dobra. Kiedy zajęłam swoje miejsce odsunął się ode mnie jak najdalej o mało co nie spadając z krzesła. Przesiedział tak całą lekcje a kiedy zadzwonił dzwonek wybiegł z klasy zanim kto ktokolwiek wstał z miejsca. Mało tego spotkałam go w sekretariacie. Chciał zmienić plan, aby chodzić z inną grupą na biologie. Kiedy się odwrócił przeszły mnie ciarki po plecach. On jest jakiś dziwny i tajemniczy. - powiedziałam na co dziewczyna zachichotała.

- On taki jest. Poznałaś kogoś jeszcze? - zapytała.
- Tak, fajnego chłopaka o imieniu Louis chodzi ze mną na biologie, angielski i wf. - powiedziałam na co dziewczyna się zmieszała - Co jest? - zapytałam.
- Nic, nic - odpowiedziała na co ja się uśmiechnęłam pod nosem.
- Podoba ci się? - zapytałam.
- Nie - dziewczyna szybko zareagowała. - No może, ale on nigdy nie spojrzy na taką dziewczynę jak ja. - powiedziała.
- Jaką. Rose jesteś wspaniałą, piękną dziewczyną. Każdy chłopak pewnie na ciebie leci. -powiedziałam na co dziewczyna kazała mi się stuknąć w głowę. - Mówię prawdę - powiedziałam. Po kilku minutach byłyśmy już w domu. Po domu roznosił się zapach spaghetti. Czyli dzisiejszy obiad. Weszliśmy do kuchni. Debby nakrywała do stołu.
- Hej. - Powiedziałyśmy niemal równocześnie co wywołało u nas śmiech.
- Hej. Siadajcie, zaraz podam - odpowiedziała kobieta. W kuchni zaraz pojawił się Mark. Chwile potem wszyscy zajadaliśmy się obiadem. Byłam im wdzięczna, że oszczędzili mi jakikolwiek pytań o szkole.


piątek, 11 marca 2016

Midnight Memories ~ Rozdział 01: Pierwsze spotkanie

Czerwiec 2014,Bradford,UK

*Perrie*

Jadę z mamą do mojego nowego domu. Celem naszej podróży był Bradford, w którym spędzę najbliższy rok. Miałam na sobie miętową sukienkę, którą dostałam na swoje siedemnaste urodziny od taty. Niestety trzy miesiące temu zginął w wypadku samochodowym. Dlaczego właśnie teraz przeprowadzam się do Bradford ? Ponieważ musiałam w Los Angeles skończyć rok szkolny, który zakończył się dwa dni temu. Po śmierci ojca zamieszkałam w internacie opłaconym na trzy miesiące przez Debbie - moją matkę.


- Czy w Bradford taka pogoda to norma? - zapytałam patrząc w okno na padający deszcz.
- Zwykle tak. - odpowiedziała kobieta siedząca za kierownicą. - Perrie to nie Los Angeles tylko Bradford. Wiem, że nie będzie łatwo ci się tu zaaklimatyzować, w nowym otoczeniu, ale chociaż spróbuj. - powiedziała.
Teraz dostrzegłam jakie podobne do siebie jesteśmy. Moje blond włosy opadały mi na ramiona. Ona zaś miała krótkie blond włosy. Moje oczy były piwne tak jak u mojej matki.
- Jak minął ci lot? - zapytała Debbie.
- Spokojnie. Pół lotu przespałam a drugie pół jakoś zabiłam czas - odpowiedziałam. - M-Mamo. - zająkałam się nie wiedząc jak się do niej zwracać. - Jacy są Mark i Rosella? - zapytałam o rodzinę Debbie.
Wiem, że kilka lat temu matka ponownie wyszła za mąż. Mark ma córkę z pierwszego małżeństwa.
- Mark jest uroczy. Dba o mnie. Jest wspaniały, kochany i opiekuńczy. Rosella to wspaniała dziewczyna. Woli jak mówi się na nią Rose. Mam nadzieje, że się zaprzyjaźnicie. Po wakacjach pójdziecie razem do szkoły. Za chwile ich poznasz więc sama się przekonasz. - powiedziała.
Resztę drogi przemilczałyśmy. Po kilku minutach byłyśmy już pod domem. Chciałam wziąć swoje rzeczy, ale kobieta powiedziała, że moje walizki wniesie Mark. Weszłyśmy do środka. Dom był duży i ciepły.
- Jesteśmy. - krzyknęła kobieta. Debbie zaprowadziła mnie do salonu, gdzie na czarnej sofie siedzieli pozostali domownicy. Kiedy weszłyśmy mężczyzna po czterdziestce wstał z kanapy a zaraz za nim dziewczyna z burzą loków. Uśmiechali się do mnie.
- Dzień dobry. - powiedziałam nieśmiało.
- Perrie to Mark. - wskazała Debbie na mężczyznę stojącego na przeciwko mnie. Mark zamknął mnie w uścisku.
- Perrie miło mi cię nareszcie poznać. - powiedział z uśmiechem Mark.
- Mi również. - odpowiedziałam.
- A to Rosella. - pokazała na dziewczynę stojącą za Markiem. Dziewczyna podeszła do mnie nieśmiało i przytuliła.
- Mów mi Ross. - powiedziała kiedy się od siebie odsunęłyśmy. - Miło mi cię poznać.
- Mi również. Możesz mówić Pezz. - powiedziałam i lekko się do niej uśmiechnęłam.
- Mark kochanie, przyniesiesz bagaże Perrie z samochodu? - zapytała kobieta.
-To ja pokaże Pezz jej pokój. - powiedziała Rosella.
Ruszyłam za dziewczyną na górę. Przeszłyśmy przez cały korytarz aż dotarliśmy do chyba mojego pokoju. Ross otworzyła drzwi i wpuściła mnie pierwszą do środka. Pokój był duży. W sam raz dla mnie. W pokoju było już wszystko rozpakowane. Wysłałam swoje rzeczy po pogrzebie ojca, ponieważ w internatowym pokojach jest zbyt mało miejsca na tyle rzeczy.
- Postanowiłam, że rozpakuję pudła i poustawiam. Jeśli chcesz możesz wszystko pozmieniać. - Powiedziała dziewczyna przysiadając na łóżku.
-Tam masz garderobę a tam osobną łazienkę. - pokazała Ross wstając i wchodząc do garderoby.
-Tu masz zdjęcia. - powiedziała dziewczyna. - Nie wiedziałam, które chcesz poustawiać więc zostały w pudle. - powiedziała na co pokiwałam głową.
- Dzięki. - powiedziałam. - To pewnie był Twój pokój? - zapytałam.
- Kiedyś, ale przeniosłam się to tego na przeciwko. - powiedziała i wskazała ręką na otwarte drzwi, w których było widać trochę jej pokoju.
- Jak tam dziewczynki? Polubiłyście się? - zapytał Mark wchodząc z moimi walizkami.
- Tato nie jesteśmy dziewczynkami tylko kobietami.- powiedziała Rose. - myślę , że tak. - dopowiedziała.
- Zdecydowanie. - odpowiedziałam.
- Gdzie mam to postawić? - zapytał.
- W garderobie. Dziękuję - Mark zniknął w garderobie z walizkami gdzie po chwili znów się pojawił. Uśmiechnął się wychodząc z pokoju i zamykając za sobą drzwi. Udałam się do garderoby w celu rozpakowania swoich walizek.
- Pomóc? - Zapytała Ross, która stała za mną.
- Jeśli chcesz. - Odpowiedziałam.
- Opowiedz coś o sobie. - Powiedziała po chwili, gdy układaliśmy ubrania na pułkach.
- A co chcesz wiedzieć? - Spojrzałam na dziewczynę.
- To może ja ci będę zadawać pytania, a ty odpowiadać? - Zapytała.
- Okej. - Odpowiedziałam.
- Czym się interesujesz? - Zapytała.
- Lubie robić zdjęcia przyrodzie, która mnie otacza. - Odpowiedziałam. Rozmawiałyśmy tak do końca, aż skończyłyśmy rozpakowywanie.


***


Wraz z Rose postanowiłyśmy wybrać się na miasto a potem do kina. Muszę zwiedzić to miasto. Rose pokazała mi najważniejsze miejsca w Bradford.Właśnie wychodziłyśmy z sali kinowej po skończonym filmie.

- Coś się stało? - Zapytałam Rose, która patrzyła się na grupkę nieznajomych mi twarzy.
- Taaa proszę kogo my tu mamy. - Powiedziała.
- Znasz ich ? - Spytałam.
- Chodzą do tej samej szkoły co ja i ty po wakacjach. - Opowiedziała dziewczyna.
- Kto to?
- Adoptowanie dzieci Cullenów. Mieszkają nad jeziorem w lesie niedaleko naszego domu. Ten lokaty i ta dziewczyna wtulona w niego to Harry i Jade. Ci drudzy trzymający się za ręce to Liam i Danielle. Są razem pomimo, że to przybrane rodzeństwo. Jest jeszcze Zayn, ale chyba go nie ma z nimi. Jesy i Carlistel to młode małżeństwo.
- A on? - Wskazałam na czarnowłosego chłopaka, który wyszedł z sali kinowej i dołączył do czwórki przybranego rodzeństwa.
- To Zayn Malik. Najstarszy z nich wszystkich. - Gdy Rose wymówiła jego imię jego złociste oczy spojrzały na nas. Szybko odwróciłam wzrok. 


- Niezłe ciacho i do tego wolny. - Widząc odwróconego już chłopaka rozmawiającego z rodzeństwem można była dostrzec ,że jego usta unoszą się i lekko się uśmiecha.

- Wracajmy bo Debbie się pewnie martwi gdzie tak długo jesteśmy - Powiedziała.
- Okey. - Powiedziałam i ruszyłyśmy do wyjścia. Po chwili siedziałyśmy już w aucie Debbie, które nam pożyczyła. Do domu wróciłyśmy na kolacje, jednak ja myślami byłam gdzie indziej. Myślałam o chłopaku o imieniu Zayn.
- No nareszcie jesteście. Siadajcie. - Z rozmyśleń wyrwała mnie Debbie. Usiadłyśmy przy stole. Pierwszy dzień w Bradford minął bardzo szybko. Poczułam, że mam rodzinę.


***

Tej nocy nie spałam za dobrze. Inna strefa czasowa i nowe miejsce poszły w znaki. Deszcz stukał o szybę nie dając mi zasnąć. Usnęłam dopiero nad ranem, ale i tak wstałam o ósmej. Zeszłam na dół do kuchni, gdzie była Debbie i Mark szykujący się do pracy.
- Dzień dobry. - Powiedziałam.
- Witaj. - Powiedzieli jednocześnie.
- Już wstałaś? - Zapytała Debbie.
- Tak. Zmiana strefy czasowej, nowe miejsce i deszcz nie pozwalały mi zasnąć. - Powiedziałam.
- Nie minie tydzień a zobaczysz, że się przyzwyczaisz. - Odpowiedziała kobieta.
- Mam taką nadzieję. - Burknęłam.
- Co zamierzasz dziś robić? - Zapytał Mark, który jak dotąd nie odezwał się.
- Zamierzam iść na zakupy i pozwiedzać. - Odpowiedziałam nalewając sobie kawe.
- Chcesz jakieś pieniądze? - Zapytał mężczyzna siedzący na przeciwko mnie.
- Nie dzięki. Mam zaoszczędzone trochę. - Odpowiedziałam.
- To udanego dnia. My będziemy się zbierać do pracy. - Powiedziała Debbie
- Do zobaczenia. - Powiedziałam.


Po skończonym śniadaniu posprzątałam ze stołu i pozmywałam naczynia. Kiedy z tym się uporałam poszłam do siebie na górę aby wziąć prysznic i przygotować się do wyjścia. Mam zamiar pójść na zakupy i zwiedzić miasto. Weszłam do pokoju skierowałam się do łazienki. Po skończonym prysznicu i porannej toalecie wyszłam z łazienki i poszłam coś na siebie włożyć. Wyciągnęłam jedną z moich ulubionych sukienek. Pól godziny później byłam już gotowa.Gotowa wrzuciłam telefon, klucze do domu, portfel i inne drobiazgi do torebki i ruszyłam na przystanek autobusowy.

***


Wróciłam do domu około szesnastej. Zakupy były udane. Kupiłam dużo nowych ciuchów. Zwiedziłam również miasto. Powinnam wziąć Rose, która zna Bradford, ale sobie poradziłam. Położyłam wszystkie zakupy w garderobie i westchnęłam ze zmęczenia. Nie miałam ochoty nawet ich rozpakować. Położyłam się na łóżku i przymknęłam oczy. Od razu przypomniałam sobie o spotkaniu z pewna osobą.



Wychodząc z jednego ze sklepu wpadłam na coś zimnego i twardego. Podniosłam głowę i spotkałam miodowe oczy czarnowłosego chłopaka o imieniu Zayn.

- Przepraszam. Niezdara ze mnie. - Powiedziałam uśmiechając się do niego.-

Nie chciałam. - Powiedziałam ściszonym głosem. 
- Uważaj jak łazisz. - Powiedział oschle. - Następnym razem patrz jak chodzisz. - Dodał.
- Przepraszam. Nie chciałam. - Powiedziałam spuszczając wzrok. Chłopak uśmiechał się, ale nie tym samym uśmiechem co przedtem.

- To nie zmienia faktu, że powinnaś patrzeć jak łazisz.- Parsknął śmiechem.- A teraz przepraszam śpieszę się. - Powiedział i odszedł.

- Palant. - powiedziałam szeptem, aby nie usłyszał.

Usłyszałam jak drzwi do pokoju skrzypią sygnalizując, że ktoś wchodzi. Otworzyłam oczy i spojrzałam w tamtą stronę. W drzwiach stała uśmiechnięta Rose.

- Hej. Jak tam na zakupy? - Zapytała.
- A udane. - Odpowiedziałam.
- Mogłaś zaczekać na mnie. To miasto jest wielkie. - Powiedziała, na co zrobiłam młynek oczami.
- Jak widać się nie zgubiłam. Mój telefon ma aplikacje GPS. - Odpowiedziałam - Nie uwierzysz kogo spotkałam. - Dodałam.
- Kogo? - Spytała.
- Zayna. Tego z kina. - Powiedziałam.
- Jak to? - Zapytała.
- Wychodziłam ze sklepu i wpadłam na niego. To nie było miłe spotkanie.
- Oni tak mają. Państwo Cullenowie to miłe małżeństwo. - Odpowiedziała.
- Aha. Opowiesz więcej o tej rodzinie? - Zapytałam.
Dziewczyna opowiedziała mi wszystko co wiedziała. Jednak coś i tak nie dawało mi spokoju...

wtorek, 1 marca 2016

Prolog

''Tyl­ko miłość jest wie­czna i przek­racza gra­nice czasu.'' ~ P. Monier

~~~~~~~~~~~~~~


10.07.2200 r.,Bradford, UK


To co mnie spotkało przed laty jest wspaniałe, lecz trudno w to uwierzyć. Postanowiłam, że opowiem Wam to w skrócie. Zacznę od początku.Nazywam się Perrie Malik.Jestem istotą nadprzyrodzoną - Wampirem.Nawet nie wiesz kogo mijasz na ulicy.Nie zdajesz sobie sprawy jakie może czyhać na ciebie niebezpieczeństwo.Z kim się spotykasz,umawiasz..Wampirem może być każdy z nas.Nie wszyscy są tacy jak ja nie wszyscy żywą się krwią zwierząt.Aby przeżyć trzeba polować.Ja polujemy na zwierzęta inni na ludzi często niewinni są zabijani przez takich jak ja - Przez wampiry.Czy żałuje,że jestem wampirem ? Nie żałuje i nigdy nie żałowałam zostałam wampirem,bo sama tego chciałam.Żyję już ponad 200 lat i będę żyła jeszcze długo.

Uśmiechnęłam się odkładając długopis na bok.Przeczytałam jeszcze raz to co napisałam w pamiętniku.Wstałam i schowałam pamiętnik na swoje miejsce.Wzięłam lampkę wina i podeszłam do kominka.Wpatrywałam się w ogień.

Słyszałam rozmowy ze wewnątrz w ogrodzie bawiła się cała moją rodzina - Wampirza rodzina oraz zaproszeni goście.No tak dzisiaj są moje 203 urodziny,chociaż wciąż mam i już zawszę będę mieć 18 lat.

- Wiesz,że wiem,że tam stoisz ? - Uśmiechnęłam się czując obecność Zayna za sobą.Jednak sekundę później obejmował mnie już w tali od tyłu.Miłość spotkałam tylko raz w życiu. Zakochałam się tylko raz i wiem, że ta miłość przetrwa wszystko i będzie trwać wiecznie.Z dnia na dzień nasza miłość jest silniejsza. Los sam napisał moją historię - naszą historię.- Dobrze o tym wiem - Całuje moje ramię - Czemu nie jesteś na przyjęciu ? - Pyta
- Potrzebowałam chwili dla siebie - Wtulam się w Niego - Musiałam pomyśleć - Uśmiechnęłam się odwracając przodem do chłopaka.Nic się nie zmienił przez te wszystkie lata poza fryzurą.Nadal jest to ten sam chłopak w którym się zakochałam wiele lat temu.
- O czym ? - Pyta muskając moje usta.Zamykam oczy odpychając tarczę.Wiem,że teraz czyta mi w myślach sama mu na to pozwoliłam..